|
Blog > Komentarze do wpisu
Zarechotała polskość
Z jednej strony, przyznać trzeba, talent literacki ma Dehnel niewątpliwy. Jego proza gładko sunie przez wyobraźnię czytelnika, pozostawiając za sobą wyraziste obrazy i masę pytań. W przypadku „Balzakianów" to filozofia codzienności. To cztery minipowieści o losach niczym niewyróżniających się mieszkańców naszego kraju. Tak zwykłych, tak przeciętnych i nieciekawych, że aż godnych opisania. A w nich – wady i przywary nas wszystkich. Całego społeczeństwa. Jest i zazdrość, i zawiść, i potrzeba udowodnienia swojej lepszości, pycha, próżność, gnuśność, dorobkiewiczostwo, niewiara we własne siły, zacietrzewienie, wrogość do innych, kumoterstwo, karierowiczostwo, kompleksy, zaściankowość, prowincjonalność, pretensje do lepszego świata, słoma w butach, wielkie ambicje, nieśmiałe marzenia, rozczarowania, porażki, śmierć (choć ani to wada akurat, ani przywara). Bo też cyklik ten miał być w zamierzeniu autora próbą zmierzenia się z cykliskiem francuskiego powieściopisarza z pierwszej połowy XIX wieku. Balzak podarował nam kompletny niemalże opis społeczeństwa swoich czasów. Dehnel podsuwa nam zaledwie drobny kawałek owego wielkiego balzakowskiego zwierciadła (że użyję nieśmiertelnego stendhalowskiego porównania), które zdążyło rozbić się na miliony części od śmierci genialnego Francuza w 1850 roku. A wszystko u nas jakby gorsze, bardziej mdłe, wyblakłe. Wielkie pieniądze nie aż tak wielkie; zawrotne kariery nie takie znów zawrotne; intensywność barw nie tak oślepiająca; miasta nie tak fascynujące jak balzakowski Paryż; jedynie prowincja bardziej zaściankowa niż w XIX w. Ot, taka sobie powiatowość, lokalna taka polskość. Nie odbijamy się w pięknym zwierciadle w złotych ramach dumnie przechadzającym się po paryskich trotuarach. Co najwyżej, i to też z niemałym trudem, możemy dostrzec się w zaparowanych lusterkach łazienkowych w plastikowej ramce w kształcie kwiatka, jakie masowo produkowano w PRL-u. „Balzakiana" to mikrokosmos polskości w kilku jej aspektach. Osobiście odbieram te prozatorskie impresje jako satyrę na nasze społeczeństwo. Jako pokazanie paluchem tego, co drażni, co uwiera, krzywdzi poczucie przyzwoitości i estetyki. A ja nie lubię opowieści o szczęśliwych i nieskazitelnych bohaterach. Ja lubię potaplać się w brudzie, smrodzie, biedzie, błocku intelektualnym. Bo tam życie dzieje się naprawdę. Nie w głowach ludziom udawanie. I za to autorowi dziękuję. Z drugiej strony jaki mam z tym problem? Co jest nie tak? Bo coś jest przecież. Być może będzie to jeden z najgłupszych zarzutów, ale zgrzyta mi... nadmierne dopieszczenie formy. Mam wrażenie, że autor co jakiś czas nie może się wprost powstrzymać przed popisaniem się jakimś słówkiem, bardziej zawiłą składnią, wycyzelowanym do granic przyzwoitości niuansem językowym, konceptem filologicznym, który wyskakuje ni z tego, ni z owego. A gdzie taka forma do treści?! Gdzie o prostych ludziach takim językiem pisać?! Na poezję sobie zostawić. A tu niech mi kurzy siwym słowem w oczy, a nie raczy – ą, ę, – wyrafinowanym smaczkiem. A może ja po prostu trochę mu zazdroszczę...? Ech, jednak gdzieś w trzewiach zarechotała mi ta polskość. Szlag by ją! czwartek, 25 sierpnia 2011, ernest.kacperski
TrackBack
Komentarze
2011/08/25 14:38:27
W kontekście "Polski rechcącej"polecam biografię Miłosza pióra Franaszka. Tam to się dopiero rozpętało piekiełko :) pozdrawiam
2011/08/25 16:57:39
Doskonale rozumiem Twój problem z "językiem Dehnela", bo w istocie jakiś taki on nazbyt podniosły, dopieszczony, z zawijasami - a przecież tak się nie mówi. Jednak zdaje się, że on tak specjalnie. Zresztą Dehnel został jakiś czas temu mianowany przez Radę Języka Polskiego Młodym Ambasadorem Polszczyzny. Ja lubię jego powieści. Cieszy mnie, że nasz język może być taki jak u Dehnela - wycyzelowany, choć jak na dzisiejsze czasy - nowatorski, ale i brudny, zwykły, codzienny - jak u wielu współczesnych pisarzy, których każdy mógłby tu wypisać cały szereg.
2011/08/26 10:39:38
bookfo: Mam dokładnie to samo. Dlatego pozbyłem się telewizora z domu. A te "opowiadania" to takie bardziej minipowieści. Na ponad sto stron. Aż tak krótkie nie są :-)
the_book: Mam zamiar sięgnąć po tę biografię. Jestem niezmiernie ciekawy stosunku Miłosza do polskości. Wiem, że był bardzo emocjonalny (ten stosunek) i na pewno niewrogi, jak niektórzy krzykacze mu zarzucają. beato.januszkiewicz: Ach, gdyby nie ten wymuskany język, to chwaliłbym pod niebiosa prozę Dehnela. Ale jak chce się "naśladować" Balzaka, to trzeba język bardziej realistyczny stosować. Jak realizm, to realizm! |
|
Czytam wlasnie wspomnienia Janiny Bauman i mnie trzesie. Jak wlacze TVN24 to tez mnie trzesie. Jak slucham prezesa K. i jego gwardii przybocznej to trzesie mnie jeszcze bardziej.
Cisna mi sie na usta slowa Gogola, ze chamstwa niczym zeskrobac sie nie da. Podobnie z reszta naszych malo pozytywnych cech narodowych.
Mialam kiedys w reku te ksiazke Dehnela, nie kupilam bo nie przepadam za opowiadaniami jako forma literacka. Czasami troche zaluje bo na pewno niezle podnioslaby mi cisnienie ;p